Wedding.pl / Lovestory / Moda ślubna / Suknie ślubne / RAZEM to słowo klucz – Magda Socha-Włodarska o wartościach (nie tylko) na czas pandemii
Suknie ślubne

RAZEM to słowo klucz – Magda Socha-Włodarska o wartościach (nie tylko) na czas pandemii

1 kwietnia 2020 —
Suknie ślubne projektu Magdy Sochy-Włodarskiej Warsaw Poet

Na co dzień tworzy „poetyckie” suknie ślubne dla nowoczesnych panien młodych, które obok stylizacji na wyjątkową okazję, szukają określonej filozofii, estetyki i emocji. Dziś stara się odpowiedzieć, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Magda Socha-Włodarska, założycielka i projektantka marki Warsaw Poet, w szczerej rozmowie ocenia obecną kondycję branży ślubnej i wypatruje dobrego jutra, ale przede wszystkim mówi o wartościach. Wartościach, które powinny przyświecać nam wszystkim (nie tylko) na czas pandemii koronawirusa.

Opublikowałaś w social mediach wzruszający post skierowany do panien młodych. Twoim remedium na ten trudny czas ma być dzielenie się dobrem, które wydarzyło się w Warsaw Poet w ostatnim roku. Powiedz nam coś więcej o podwalinach i intencjach, jakie płyną z Twojego przekazu.

Często, gdy wydarza się coś, co wywołuje w nas silne emocje, budzi niepewność, wiele refleksji i jest swojego rodzaju zatrzymaniem, powoduje to, że trudno znaleźć odpowiednie słowa, by wyrazić to, co się czuje. Wyrazy wydają się płaskie, zdania miałkie. Szukam wtedy odpowiednich słów także do sposobu i wymiaru komunikacji naszej marki; z naszymi klientkami, pannami młodymi, z którymi połączyła nas bliska więź. Wierzę, ze tworzenie sukni na tak emocjonalny dzień jak ślub – nie ważne czy mały, czy duży –  jest wydarzeniem, które nas zbliża; nawet jeśli tylko na pewien wycinek naszego życia. Jesteśmy przecież zaproszone do intymnego świata naszych klientek.

Dlatego za każdym razem, gdy nie jestem pewna, co powiedzieć w trudnym momencie, mówię, co naprawdę czuję i staram się wyjść poza własną percepcję. Bo perspektywa zmienia się w zależności od tego z jakiego kąta patrzymy i na bazie wynikowej jakich doświadczeń i okoliczności odczuwamy. Bez lukrowania, ściemniania, grania. Na tym od początku oparłam fundamenty marki, którą stworzyłam i tworzę z bliskim mi zespołem. A budulcem tych fundamentów jest i zawsze była dla mnie autentyczność. Nie umiałabym, i nie chciała, postąpić inaczej w sytuacji kryzysowej – a taką bez dwóch zdań w tej chwili przeżywamy, i każdy się z nią mierzy jak tylko umie najlepiej.

W ostatnim sezonie wydarzyło się tyle dobra, które dzieliłyśmy z naszymi pannami młodymi. Były to najlepsze intencje płynące z obu stron, tyle serdeczności, uścisków i wzruszeń. Prawdziwej babskiej mocy. Czuję, że w tej chwili jest nam to bardzo potrzebne, że jest to czas, by docenić to, co każdy z nas doświadcza na co dzień – jako niezwykłe drobnostki, małe rzeczy, normalności, które wpływają na jakość naszego życia. Nasze panny młode, co widać też po wyborach sukni, charakterze wesela, to kobiety, które mają swój świat i wierzą w wartości, które są naszym paliwem. Stawiają na spełnienie marzenia o tym, by w dniu swojego ślubu wyglądać i czuć się wyjątkowo, ale wzmocnione jest to dodatkowo mocną wiarą w to, że nie sama powierzchowność się liczy, a także wartości, które za tym wszystkim stoją. Sens. Wierzę, że wynikowa różnych perspektyw, wspólne działanie, chęć porozumienia i troska, zarówno o siebie jak i o Klienta, może w takich momentach pomóc nam wszystkim przejść przez ten obecnie poszarzały czas z optymalnie zminimalizowanym poturbowaniem.

Magda Socha-Włodarska (Warsaw Poet)Magda Socha-Włodarska

W swoim wpisie piszesz również o krzepiących akcjach i gestach solidarności. Takie przedsięwzięcia są podejmowane przez różne sektory biznesu, branża mody nie pozostają w tyle. Projektanci Brandon Maxwell i Christian Siriano szyją fartuchy i maseczki, marka Pronovias przekazuje suknie ślubne dla panien młodych, które są pielęgniarkami i lekarkami. Również wiele polskich marek odzieżowych przekazuje część swoich dochodów na walkę z epidemią. Co sądzisz o takich działaniach?

Nie mam wątpliwości, że są to wspaniałe gesty. Jeśli wynikają z potrzeby serca, niosą pomoc i są możliwe dla danej osoby czy firmy do zrealizowania, to wspaniale. Myślę, że w takich momentach działania i wsparcie dużo znaczą; i tutaj nie ma znaczenia, czy ktoś przekaże 100 zł czy 100.000 zł – każdy, kto decyduje się na dostarczenie pomocy, robi to w ramach własnych możliwości, nie tylko finansowych, ale też produkcyjnych, logistycznych, w ramach możliwości zasobów.

Jestem zawsze daleka od oceniania i wartościowania. W przypadku firm, pewnie częściej dużych korporacji, mogą pojawiać się posądzenia o ruchy i myślenie PR-owe, jednak dopóki jest to zapewnienie realnego wsparcia, to prawie zawsze ma to sens. Tutaj transparentność działań i ich zbieżność z wyznawanymi przez firmę wartościami na pewno buduje zaufanie i wpływa na jej postrzeganie, odczuwanie, co przekłada się nie z kolei na budowanie określonego wizerunku, umacnianie relacji z wiernymi i nowymi Klientami. Branżę ślubną tworzą głównie pasjonaci, ludzie, których zawody opierają się na kreatywności, pomysłowości, własnych zdolnościach, rzemiośle, technice. Pracy wyobraźni, pracy własnych rąk. Przekrój zawodów w tym sektorze jest szeroki, zróżnicowany. Niektóre firmy – niezależnie od tego, czy są większe, mniejsze,czy są to jednoosobowe działalności, czy wykonawcy pracujący na umowę o dzieło lub zlecenie – specjalizują się wyłącznie w ślubach i weselach, inne działają w szerszym sektorze eventowym. I proszę mi wierzyć, martwiąc się o własną sytuację osoby te nadal myślą jak pomóc też innym i co dobrego, nawet w mikro wymiarze, mogą zrobić dla tych, których sytuacja jest niemierzalna. I to wszystko mimo tego, że w naszej branży zatrzymało się obecnie w zasadzie wszystko.

Skupiasz się na tym, co dobre, ale wspominasz również o głosach skrajnych, nieodpowiedzialnych, krzywdzących, które skierowane są zarówno do panien młodych, jak i firm ślubnych. Co to za opinie i jak możemy im przeciwdziałać?

Internet pełen jest najróżniejszych treści, haseł, nagłówków. Ma się klikać i mają być zasięgi. Zdarza się w tym, że tytuły artykułów nie mają nawet nic wspólnego z treścią, nie podają wskazówek. Uważam, że roztropność powinna polegać na zgłębieniu tematu, dowiedzeniu się jak najwięcej z rzetelnych źródeł, zrobieniu faktycznego rozeznania w branży, o której się pisze i na zastanowieniu się, czy naprawdę kierujemy się troską i szukaniem rozwiązań. Nie można traktować danej dziedziny bezimiennie, ponieważ stoją za nią realne osoby, którym sufit również właśnie sypie się na głowę. Ludzie w znakomitej większości też chcą pracować w przyjaznych i bezpiecznych warunkach.

W tym kontekście suche nawoływania skierowane do par młodych: „odwołujcie” mogą być krzywdzące. Zamiast wsparcia, jest to szerzenie klimatu braku współpracy, braku porozumień. Ponadto takie krańcowe hasła bez wskazania wachlarza możliwości współpracy są krzywdzące nie tylko dla wszystkich, którzy tworzą branżę ślubną, ale są też bardzo krzywdzące dla samych par młodych. Takie komunikaty wpędzają je w jeszcze większą niepewność, sugerują, że być może nie mają innych ruchów. Przez to obawa zsuwa na dalszy plan potrzebę rozmowy, próbę znalezienia porozumienia, zminimalizowania strat pary młodej i podwykonawców. Słyszałam już głosy z branży ślubnej, że pary piszą maile z wiadomościami o odwołaniu swojego ślubu. Oczywiście w tej sytuacji zależy kto z kim, jakim wykonawcą/podwykonawcą miały podpisaną umowę, czy była wpłacona zaliczka czy zadatek, ile czasu zostało do ślubu, czy w tym czasie być może ktoś już wykonał swoją usługę (np. stworzył już zaproszenia i czekają gotowe do odbioru) i czy data ślubu była bardzo odległa. I to są – wiadomo – zapisy umów, formalności. Jednak w obecnej sytuacji, która dotknęła i jedną i druga stronę, jestem przekonana, iż najlepiej sprawdzą się negocjacje. U każdego taka sytuacja będzie wyglądała inaczej. Nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania. Choć na pewno najlepszym narzędziem jest elastyczność.

W ostatnich dniach rozmawiałyśmy wraz z moim zespołem z wieloma pannami młodymi, śmiałyśmy się z nimi przez telefon i płakałyśmy. Uwierzcie mi, każda historia jest inna. Są panie, które mieszkają zagranicą i które nawet gdyby chciały za miesiąc przylecieć na przymiarkę, nie wiedzą czy będą mogły. A suknia czeka już gotowa do pierwszej przymiarki. My też nie wiemy, czy bezpiecznym i odpowiedzialnym będzie, by za miesiąc nasze atelier było już otwarte. Razem, i tutaj jest to słowo klucz, „razem” myślimy co zrobić, by to wszystko w przyszłości, gdy sytuacja z epidemią nie będzie narażała naszego wspólnego zdrowia, się udało.

Wracając do innych sektorów branży ślubnej: ostatnio znajoma fotografka ślubna opowiedziała mi o parze, która odwoła swój ślub, tym samym dając jej znać, że wydarzenie to się w ogóle nie odbędzie. Szybko okazało się jednak, że para owszem, odwołuje, ale tym samym przesuwa swój ślub na inny termin – na październik. Akurat w tym przypadku szczęśliwie się zdarzyło, że fotografka miała październikowy termin również wolny i mogła go sobie ponownie zabukować. Oczywiście nie jest tym samym powiedziane, że para młoda nie będzie chciała ustalić na przykład innego zakresu usługi również ze względu na swoją osobistą czy finansową sytuację. Ale otwartość na rozmowę i szczerość pozwoli wypracować optymalne rozwiązania. Co jeśli fotografka nie miałaby wolnej daty październikowej? Być może mogłaby polecić innego zaprzyjaźnionego fotografa, który z kolei odwdzięczyłby się poleceniem jej innej parze, jeśli on sam nie mógłby przyjąć zlecenia. To są oczywiście tylko przykłady, pomysły. Bez dialogu natomiast każdy może przegrać, i to jeszcze więcej niż szacuje się, że straci w kryzysie.

#WspieramyParyMłode Wedding.pl

Co jeszcze możemy wspólnie zrobić, żeby w tym trudnym czasie wesprzeć pary młode?

Wychodzę z przekonania, że najlepszym rozwiązaniem jest wspomniana rozmowa, ale też solidaryzm. Na tę chwilę wiemy tyle, że zostały nałożone kolejne obostrzenia (stan na 31.03), czytając odpowiednie źródła, wiemy na jakim poziomie jest zachorowalność, jak wirus rozprzestrzenił się w innych krajach, jak i dla kogo jest groźny. Sądzę, że dla większości absolutnie zrozumiałe jest, że nie są to okoliczności do organizowania wesel, przyjęć. Są oczywiście sytuacje, w których odwołanie ślubu czy samego wesela być może okazać się musem.

Mimo obecnych trudności, ludzi przy swoich decyzjach o ślubie trzyma z reguły miłość, a nie inne przesłanki. Widzę, że nie chcą rezygnować ze ślubu samego w sobie, iż ma on dla nich osobisty, ważny wymiar. Wiem, że pary, które planowały przyjęcia na kwiecień lub maj, a które są w stanie i chcą zachować ich charakter, mogą mieć problem z przeniesieniem ślubu na sierpień lub wrzesień, ponieważ miejsce, które wcześniej wybrali, ma te terminy już dawno zajęte. Ale może się okazać, że tutaj rozwiązań również może być kilka: przyjęcie może odbyć się w czwartek lub w piątek? Być może nie będzie problemu z przełożeniem wesela na październik (jesienne śluby też mają piękny charakter i klimat!), na listopad, czyli miesiąc, który rzadko był kojarzony ze ślubami, albo na przykład na grudzień. Z każdą decyzją wiążą się konsekwencje, ale w czasie kryzysu szukamy optymalnych rozwiązań, kompromisów. To, co jeszcze zauważyłam, pary podejmują też decyzje o braniu bardzo intymnych ślubów cywilnych w pierwotnie planowanych terminach, a na przykład ślub kościelny (jeśli taki miał się odbyć) i przyjęcie przekładają na za kilka miesięcy.

W przypadku innych potrzeb klientów często okazuje się, że niektóre przedmioty są zbędne, bez innych da się żyć. Jednak decyzję o odwołaniu ślubu, który powodowany jest uczuciem, nie jest tak łatwo podjąć.

#WspieramyBranżęŚlubną Wedding.pl

A co możemy zrobić dla przedstawicieli branży ślubnej? Jak możemy wesprzeć firmy, które czasami z dnia na dzień straciły podstawowe źródło zarobku? 

Wsparcie w ramach branży jest coraz większe, silniejsze. Niedawno zawiązało się Polskie Stowarzyszenie Branży Ślubnej – założone przez scenografkę Agnieszkę Winnicką oraz organizatorki ślubów Annę Matusiak-Rześniowiecką i Kasię Demale (Ann & Kate) – któremu mocno kibicuję, wspieram i które w swoich założeniach ma m.in. wzmocnienie różnorodnych segmentów branży ślubnej, wypracowanie rozwiązań, które pomogą przetrwać obecny kryzys, a w przyszłości pozwolą uodpornić się na podobne zdarzenia. I to jest bardzo ważne. Do tej pory nikt z nas chyba nie myślał o takiego rodzaju kryzysie, takim, który paraliżuje nas wszystkich, swoje skutki zaznacza nie tylko lokalnie.

W kontekście obecnej epidemii niezwykle ważne będzie też dotarcie do rządzących, by nie zostać z boku, kiedy Państwo zaproponuje różnym segmentom rozwiązania mające złagodzić skutki kryzysu. Bez nich wiele firm może sobie absolutnie nie poradzić. Z czego opłacić ZUS-y, jeśli nie mają przychodów, a co dalej… szczególnie jeśli firma ślubna (np. fotografowie, dekoratorzy, muzycy) to często mikro działalności rodzinne? W ostatnich dniach tego typu pytań mnoży się niezliczona ilość.

Istotne będzie też wypracowanie jasnych zasad i komunikatów kierowanych do par młodych, które czują się jeszcze bardziej pogubione i zdezorientowane w związku z różnymi sprzecznymi informacjami.

Znam też wiele innych przykładów świetnych współprac w ramach branży ślubnej: wspólne spotkania, szkolenia, tak zwane ślubne campy organizowane w celu poznawania się firm z branży, integracje, wspólne projekty, które owocują dla każdego z osobna. Na pewno tematy związane z potencjalnymi kryzysami staną się też istotnymi punktami takich spotkań.

Ach! I muszę o tym przy okazji powiedzieć, bo była to inicjatywa, która bardzo mnie ujęła. Wiem oczywiście, że takich działań prowadzonych przez osoby z branży ślubnej, jest coraz więcej. Kilka dni temu Agata Sołyga (Loveprints) na swoim Instagramie stworzyła cudowne, darmowe lekcje malowania akwarelami motywów kwiatowych. Na co dzień Agata tworzy wyjątkowe zaproszenia ślubne, a w tych trudnych chwilach zaprezentowała szerzej swój warsztat i zrobiła to z potrzeby serca. Dzięki takim inicjatywom tworzy się poczucie, że jesteśmy w tym razem. Takie drobne inicjatywy i gesty w czasie tak abstrakcyjnej pandemii w jakiś sposób także jednoczą. Konkurowanie za sobą blednie w obliczu tego, ile można zrobić razem.

Jak Warsaw Poet radzi sobie organizacyjnie jako firma z obecną sytuacją? Jesteście otwarci, zamknięci, na jakich zasadach funkcjonujecie?

Chyba już pod koniec lutego zauważyłyśmy, że sytuacja na świecie zaczyna wpływać na to, co dzieje się u nas. Od początku marca do naszego atelier zaczęło przychodzić już znacznie mniej pań, część z nich przezornie pytała o możliwości przełożenia spotkań. Wprowadziłyśmy wówczas kilka zasad, które nasze panie przyjęły z dużą wyrozumiałością; wizyty początkowo z maksymalnie jedną osobą towarzyszącą, potem bez, dezynfekcja atelier po każdej wizycie, spotkania, podczas których zawsze był dopływ świeżego powietrza, płyn do dezynfekcji rąk przy wejściu do naszej pracowni itd. Klientki z zagranicy odwoływały swoje wizyty, my również kontaktowałyśmy się same z paniami. Byłyśmy na bieżąco i same podjęłyśmy decyzję, że nie możemy nikogo narażać, ani naszych Klientek, ani zespołu.

Specyfika naszej pracy opiera się na bliskości, jest bardzo intymna. 12 marca podjęłyśmy niełatwą – i nie ukrywam, że złość na wirusa i ta niepewność burzyły nam krew – decyzję o tym, że od tamtego dnia przez 2 kolejne tygodnie nasze atelier nie będzie czynne. Jest to działanie nadrzędne i wiem, że tak właśnie trzeba było postąpić. Ponieważ w tym czasie ogłoszono także zamknięcie placówek oświaty, musiałyśmy przearanżować zasady funkcjonowania zespołu i zdalnej pracy na nowe, z uwzględnieniem, że część z naszych załogantów po prostu musiała zostać z dziećmi w domu. Na obecną chwilę (31.03) wiem już, że do czasu świąt wielkanocnych nasze atelier nie będzie jeszcze otwarte. Sytuacja pandemii przybrała na sile, z wiadomych względów nie możemy i nie będziemy do tego czasu spotykać się z pannami młodymi. Wdrożyłyśmy jednak plan „b”, który pozwala nam realizować zamówienia złożone przez nasze klientki w jeszcze tych „dobrych” czasach.

Salon sukni ślubnych Warsaw PoetW atelier Warsaw Poet, fot. KTOFOTO

Czy można się obecnie umówić na wizytę w atelier Warsaw Poet na kolejne miesiące, czy rezerwacje terminów zostały wstrzymane do odwołania?

Wszystkie panny młode, które były już u nas na pierwszym spotkaniu, a jeszcze nie podjęły decyzji o wyborze modelu, są z nami w kontakcie, ale na chwilę obecną nie są w stanie zadeklarować czy i kiedy ślub się odbędzie. Klientki, które chciały nas odwiedzić w marcu lub kwietniu, mają zazwyczaj już zaplanowanie śluby na lato-jesień tego roku, więc z nimi również jesteśmy w kontakcie i czekają na znak kiedy możemy się spotkać. Oczywiście logistyka realizacji i harmonogram szyć naszej pracowni dostosowujemy odpowiednio do sytuacji i naszych możliwości, bo może się na przykład okazać, że jeśli przerwa w zajęciach szkolnych przedłuży się na maj i czerwiec, to nie wszystkie nasze panie krawcowe będą w stanie uczestniczyć w pracy naszej pracowni.

Wówczas moce pracy ludzkich rąk pozostaną pomniejszone przy stałej ilości pracy. Oczywiście nasza głowa w tym, by mieć już plan na wypadek takich wydarzeń. Jeśli chodzi natomiast o panny młode, które podjęły już decyzję o wyborze naszej sukni, a których śluby były zaplanowane na marzec i kwiecień, często maj – tutaj realizacje i oddania sukni przenosimy oczywiście na nowe terminy. Niektóre suknie są już praktycznie gotowe do odbioru, inne wiszą cierpliwie skrojone i czekają na przymiarkę. Z każdą z naszych panien młodych ustalamy indywidualne ścieżki realizacji i wiążących się z tym formalności. Przyznam, że nie raz poleciała mi łezka, gdy rozmawiałam z panią lub czytałam maila, w którym nasze dziewczyny pisały, że są z nami w tych trudnych chwilach, że wspierają i doceniają naszą postawę, że zrobią wszystko, by dopasować się do nowego grafiku realizacji. Bo i owszem, taki trzeba było od nowa zbudować i przygotować się też na to, że to będą również bardzo trudne miesiące. W przypadku naszej pracowni krawieckiej „home-office” jest trudny do zrealizowania, ponieważ cały ciężki, profesjonalny sprzęt mamy w naszej pracowni. Dlatego ustaliłyśmy też taki grafik dyżurów, by panie krawcowe nie widywały się i nie szyły w tym samym czasie.

Jaki wyglądają obecnie zamówienia na kolejne sezony w atelier Warsaw Poet?

Nie będę ukrywać, że w porównaniu do średniej miesięcznej liczby składanych u nas zamówień, od początku marca wpłynęło ich bardzo mało, liczba niedaleko stojąca od zera. Pierwszy raz w całej mojej ślubnej historii spotykam się z taką sytuacją, jednak wiem, że gdybym była teraz panną młodą, również bardzo trudno byłoby mi podjąć decyzję o ślubie, terminie, kształcie i wymiarze całego wydarzenia. Wiele panien młodych jest cały czas na tym głębokim wdechu, który nie pozwala im ruszyć dalej z decyzjami. Na spokojnie, ale nie z założonymi rękoma, czekamy na rozwój sytuacji pandemicznej. Bo właśnie ten czynnik pociągnie ze sobą rozwój wydarzeń na kolejne miesiące. Panie, które w marcu podjęły decyzję o wyborze sukni, to panie, których ślub będzie miał miejsce późnym latem lub jesienią. Na tę chwilę większość z nich zakłada, że sam ślub się odbędzie, a w najbardziej szarym scenariuszu przyjęcie weselne zostanie przesunięte jeszcze bardziej w czasie.

Atelier Warsaw PoetPanna młoda na przymiarkach w atelier Warsaw Poet, fot. Kaśka Marcinkiewicz

Jak pandemia koronawirusa, przesuwane śluby i kolejne restrykcje rządowe wpłynęły bezpośrednio na Warsaw Poet jako atelier sukni ślubnych?

Restrykcje to dla mnie zrozumiała reakcja mająca na celu jak najszybsze przerwanie łańcucha zakażeń. Można dyskutować o tempie, metodach, przygotowaniu i zasobach, ale to inny temat. Fakt jest taki, że wirus bardzo łatwo przenosi się między ludźmi i igranie z tym jest po prostu nieodpowiedzialne. Nie ma tutaj szufladkowania, wszyscy jesteśmy wobec tego zagrożenia równi, a wartością nadrzędną jest chronienie ludzkiego zdrowia. Nie mam do nikogo pretensji, że musiałam zamknąć pracę naszego atelier, na razie na miesiąc. Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ale o pewnych rzeczach mówić trzeba. Czuję dużą odpowiedzialność za mój zespół, za osoby które współtworzą nasze wspólne marzenie i pasję. Staram się robić wszystko, by każda z tych osób mogła poczuć się – na ile to w tej sytuacji możliwe – bezpiecznie. I tutaj, jeśli mowa o regulacjach rządowych, liczę też w obliczu tak rozległego kryzysu na rozwiązania, pomoc i programy, które wesprą i wspomogą branżę ślubną: firmy, twórców, wszelkich podwykonawców. By każdy mógł stanąć na nogi, bo za jakiś czas – którego niestety nikt nie umie na tę chwilkę przewidzieć – wirus się wyciszy. Ważne, by nie dopuścić do zapaści, bo wiem, że w naszej branży są ogromne chęci i zapał do działania. Według Raportu PARP z czerwca 2019 roku, w Polsce mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią przeważającą większość przedsiębiorstw – 99,8%. Wśród nich najliczniejszą grupą (96,5%) są mikroprzedsiębiorstwa, czyli te które zatrudniają mniej niż 10 pracowników. Pomyślmy, jaką to daje potężną siłę, a branża ślubna jest częścią tej siły. Ci mikroprzedsiębiorcy są tkanką, która powinna dostać realną pomoc.

Czy fakt, że wszyscy przenieśliśmy się teraz do online`u to również sygnał, że już wszyscy na stałe tu zostaniemy – zarówno pary młode jako osoby organizujące swoje uroczystości oraz firmy ślubne, które mogą prezentować nieprzerwanie swoją ofertę oraz komunikować się z klientami zdalnie?

Podobno wszystko ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne (śmiech). Osobiście bywam czasem przytłoczona intensywnością i mnogością treści płynących z Internetu, jak każdy czasem mam ochotę się wyłączyć, przestawić na tryb analogowy. Większości działalności biznesowych nie da się w zasadzie prowadzić już bez tych narzędzi, choć w zasadzie może się okazać, że jest to wyłącznie kwestia alternatywnego wyboru. Odpowiednio przemyślany sposób, ten bardziej „off” ma też swoich silnych odbiorców. I tu jest chyba clue; odnalezienie swojej drogi, uszycie na miarę narzędzi, które odzwierciedlają wizję naszej marki oraz które przede wszystkim są efektywne. Pamiętajmy, że zasada zmienności, która w naturalny sposób funkcjonuje np. w modzie, trendach – i tu pewnie nie powinnam mówić, że nie jestem entuzjastką tego słowa – sprawdza się także w innych sferach, w których występuje działanie twórcze.

Internet zaspokaja wiele potrzeb, jednak dobrze mieć świadomość, że nasz sposób i treści po jakimś czasie stają się coraz mniej atrakcyjne. Ja już po dwóch tygodniach niewidzenia się z bliskimi mi osobami, w tym dziwnym poczuciu izolacji, mimo tego, że dzwonimy do siebie, piszemy, plotkujemy przez komunikatory, mam poczucie, że bardzo brakuje mi prawdziwej, żywej energii. Internet tego nie zastąpi. Myślę, że może dać złudzenie, ale być może cała ta kwarantannowa sytuacja przyczyni się do tego, że słowa takie, jak „jestem”, „doceniam”, nabiorą nowego znaczenia.

Ponieważ nasze zachowania konsumenckie zbudowane są również na naszych żywych emocjach, to może się okazać, że w zaspokajaniu tych potrzeb, zatęsknimy za energią. Sądzę, że po obecnym kryzysie, nastąpi wiele osobistych i zawodowych przewartościowań i wiele twórców oraz firm wyciągnie z tego dla siebie wnioski, ale przy tym z pewnością odkryje też wiele narzędzi wirtualnych, które otworzą nowe możliwości. Myślę, że będziemy sprawniej łączyć komunikaty i działania w Internecie z tymi z realnego świata. Nie sądzę jednak, że będzie to dotyczyło wszystkich. Czuję, że obecna sytuacja może pogłębić przepaść między filozofiami prowadzenia biznesów, każdy dostrzeże swoją szansę i utwierdzi się w obranej przez siebie ścieżce. Taka dywersyfikacja może przyczynić się do bardzo ciekawych pomysłów oraz ruchów w wielu branżach, w tym oczywiście w ślubnej.

Warsaw Poet Wedding.pl

Profil Warsaw Poet na Wedding.pl

Pojawiły się duże opóźnienia w wysyłkach i zaniechania produkcji w Chinach, a ponieważ salony ślubne deklarują, że ponad 80 proc. sukni ślubnych lub ich materiałów pochodzi właśnie stamtąd, panny młode obawiają się o swoje stylizacje. Jak to wygląda w atelier Warsaw Poet?

Każda marka ślubna, salon ślubny czy autorskie studio ma swoją logistykę pracy, która wynika z filozofii i specyfiki prowadzonego miejsca. Pamiętajmy też, że miejsca oferujące szeroko pojęte suknie ślubne mają też absolutnie różne wymiary i rozmiary; od bardzo dużych marek, przez ślubne „sieciówki” po miejsca o charakterze kameralnym, w których szyje się wyłącznie na miarę. Salony ślubne, które w swojej ofercie mają wybrane modele np. zagranicznych marek czy projektantów, zamawiają je bezpośrednio z danego kraju, a następnie prawie-gotowe suknie na miejscu dopasowują do swoich klientek. Polskie marki i projektanci, którzy bezpośrednio tworzą suknie dla swoich panien młodych, również mogą mieć produkcję zewnętrzną, a na miejscu dopasowywać suknie. Niektórzy posiadają własne szwalnie lub wewnętrzne pracownie krawieckie i nie zlecają produkcji seryjnych. Zależy to także oczywiście od wielkości, celów przedsiębiorstwa, ale i od ilości zamówień generowanych między innymi przez sieć sprzedaży. W końca są również marki kameralne, które szyją w pełni na miarę, czyli od „a” do „z” dla danej panny młodej w ramach swoich własnych zespołów krawieckich. W dobie kryzysu, jaki teraz mamy, każde z tych miejsc będzie się zmagało z innymi problemami. Salony ślubne, które w swojej ofercie posiadają suknie zagranicznych projektantów czy firm są uzależnione od ich obecnej sytuacji, jednak na pewno duże marki mają swoje własne zabezpieczenia produkcji. Dużo zależy też od ich wielkości i specyfiki. Miejsca, które bezpośrednio pracują z producentami bądź dystrybutorami tkanin rzeczywiście śpią teraz mniej spokojnie, bo nie tylko producenci z Azji mają obecnie problemy, ale także producenci z niektórych krajów europejskich tj. między innymi Włochy, w których z powodu epidemii i dramatycznej sytuacji, zamykane są fabryki, są opóźnienia w transporcie, dostawach.

Nasze atelier Warsaw Poet ma bardzo kameralny charakter. Tworzymy na miarę, ponadto współpracujemy też z wybranymi salonami partnerskimi, w których dostępne są wybrane modele naszych sukni. W myśli naszej filozofii nie generujemy nadprodukcji, tym samym nie kupujemy materiałów na duży zapas, zamawiamy tyle, ile potrzebujemy na bieżące realizacje. Oczywiście robimy założenia, nasi dostawcy często mają swoje minimum, tak jak w przypadku misternie wykonywanych koronek. Jednak taka metoda pracy w kryzysowym momencie okazuje się dużym wyzwaniem. Sposobem, który pozwala nam przetrwać ten niepewny czas, jest dywersyfikacja dostawców, nie opieramy się na jednym producencie, by w razie załamania mieć inne źródła dostaw. Musimy podejmować decyzje jakie środki finansowe i kiedy przeznaczyć na dodatkowe zakupy, rozważyć użycie zamienników, dodatków, aplikacji, zrobić testy.

Choć w inne materiały zaopatrują nas polscy producenci, w kwestii jedwabiu nie jest to takie proste ze względu na realia naszego rodzimego rynku. Bardzo lubię pracować z włoskim, jak i z hiszpańskim jedwabiem. Jestem w kontakcie z producentami i na bieżąco monitorujemy sytuację. Oczywiście współpracujemy z naszymi rodzimymi producentami i hafciarniami, które tworzą dla nas autorskie wzory i mimo tego, że one także zawęziły teraz swoją produkcję i logistykę, to szczęśliwie są nadal w stanie realizować na ten moment nasze zamówienia.

Jak oceniasz, czy tymczasowe załamanie się zagranicznych rynków może być szansą dla polskich firm ślubnych?

Sama jestem ciekawa jak ta sytuacja będzie się kształtowała. Jeśli chodzi o Chiny, to wiele fabryk wraca już do pracy, myślę, że jest to bardzo określony i specyficzny rynek, który się nie podda i dla którego produkcja i zbyt to siła napędowa. Z Chin wywodzi się jedwab i jest to rodzaj ich skarbu. Mimo tego, że obecnie słowo „chiński” w odniesieniu do produkcji ma często mniej korzystny wydźwięk, to w przypadku szlachetnych tkanin nadal pozostaje dużym graczem. Trudno mi powiedzieć jak wygląda sytuacja w przypadku syntetycznych materiałów, jednak o ile w przypadku szeroko pojętego włókiennictwa, haftów, koronek Polska może się pochwalić coraz ciekawszymi i piękniejszymi wyrobami, to jeśli chodzi o tkaniny takie jak jedwab, mimo, że w głowie od razu pojawia nam się hasło „Milanówek”, to niestety nadal szukamy go u zagranicznych dostawców.

Jeśli chodzi natomiast o prawdziwy, stuprocentowy len i bawełnę, to pracujemy z polskimi producentami. Wiele materiałów, które także stosujemy do dodatków czy okryć wierzchnich, pochodzi natomiast z krajów, w których istnieje ich naturalne środowisko, możliwości i tradycja produkcji. Bardzo lubię kaszmir, czyli wysokiej jakości wełnę, której najlepsze gatunki pochodzą akurat z Nepalu.

Dodatkową wartością jest praktyka, w której wyspecjalizowani producenci danych wyrobów angażują się w działania społeczne, wpisują je w zasady zrównoważonego rozwoju. Mam jednak ogromną nadzieję, i nie jest ona dyktowana wyłącznie kryzysem, że polski przemysł włókienniczy będzie stawał się coraz bardziej konkurencyjny, przykładowo do producentów dalekowschodnich. W historii naszego rodzimego przemysłu mamy tyle wspaniałej tradycji, historii. Pomyślmy chociażby o Łodzi – chyba u większości osób wywołuje skojarzenia związane z produkcją tkanin. Czasy i okoliczności jednak mocno się zmieniły. Niewątpliwie potrzebne są nieustanne inwestycje, w tym te w nowe technologie, techniki skierowane na innowacyjność i wydajność, ale także wspomniany, bardzo istotny zrównoważony rozwój. Wzrost świadomości tego, że my, konsumenci jesteśmy również w stanie wesprzeć polskich producentów i marki, jest bardzo istotny. Dobrze mieć wiedzę, z czego wynika przykładowo polityka cenowa danych projektantów i marek oraz świadomość tego, jak bardzo różni się ich model tworzenia i koszty produkcji w porównaniu do specyfiki, możliwości i kosztów szeroko pojętej produkcji masowej.

Katalog sukni ślubnych Wedding.pl

Twoje suknie noszą nowoczesne panny młode, które cenią najwyższą jakość, ponadczasowy charakter oraz naturalną zmysłowość. Czy uważasz, że więcej Polek zwróci się teraz w stronę jakościowej, zrównoważonej mody ślubnej made in Poland?

Zwrot ku polskiej modzie, ku polskim producentom i markom z roku na rok jest coraz silniejszy. Projektowaniem sukni ślubnych zajmuję się od 2013 roku i od razu wiedziałam jak chcę, by moja droga i fundamenty mojej pracy oraz marki wyglądały. Od początku tworzyłam suknie z naturalnych tkanin – zarówno w poprzedniej marce MOONS, której byłam współtwórczynią, jak i obecnie w Warsaw Poet, marce którą założyłam w 2017 roku i w której projektowaniem zajmuję się solo. Zawsze ważny był dla mnie aspekt ekologiczny i społeczny, moje projekty realizowane były i są przez lokalnych, wykwalifikowanych rzemieślników, konstruktorów, panie krawcowe. Zależało mi, by wspierać ich rozwój i pracę, mimo tego, że koszty z tym związane były wyższe niż te, które poniosłabym decydując się na produkcję bardziej fabryczną. Marzyło mi się przyjazne środowisko pracy, by każda nasza panna młoda była traktowana indywidualnie. Osoby, które stoją za szyciem sukni według moich projektów, to wspaniałe kobiety, które do tej pory, mimo lat praktyki, mają nadal motyle w brzuchu przy każdej realizacji i przymiarce. Dla naszych Klientek nie pozostają bezimienne, nasze panny młode zawsze mają możliwość ich bezpośredniego poznania.

Wszystko odbywa się u nas w duchu „slow” i dbamy o to, by mimo ciągłego rozwoju, tej wartości – która nastawiona jest także na uważność – nie zatracić. Podejście to jest mi osobiście niezwykle bliskie, idea „slow fashion” w szerszym kontekście w coraz większym stopniu zmienia podejście do noszonych ubrań, do mody. Dzięki niej doceniamy budowanie garderoby składającej się z mniejszej ilości rzeczy, ale za to znacznie lepszej jakości, a co za tym idzie, żywotności. Gdy dokładnie to policzymy, wydajemy mniej pieniędzy, jesteśmy w stanie mocno zaoszczędzić wydatki. Jeśli dodamy to tego mix ponadczasowości i oryginalności, to mamy pewność, że ubrania w duchu slow zostaną z nami na dłużej. Bo nie liczy się ilość, nie bierzemy udziału w wyścigu. I tutaj pewnie zapytasz, czy w przypadku mody ślubnej to podejście jest możliwe? Oczywiście! Od lat mam przyjemność spotykać się ponownie z naszymi pannami młodymi, którym po ślubie proponuję przeprojektowanie szytej wcześniej sukni. W Warsaw Poet działanie w tym duchu, inspirowane potrzebą nadawania projektom nowego życia, nazwałam #Relove. Dzięki temu sprawiamy, że suknie zyskują nową formę, nie są jednorazowym wydatkiem i mogą pozostać z panną młodą na dużo dłużej niż tylko na ślub i wesele.

Mam wrażenie, że ślubna moda minimalistyczna, a jednocześnie wszechstronna, a zwłaszcza odpowiedzialna to to, czego panny młode potrzebują teraz jeszcze bardziej niż dotychczas.

Jak najbardziej! I uważam tak nie tylko w stosunku do mody ślubnej, ale mody, ubrań w ogóle. Jestem zdania, że w ogóle mamy z reguły za dużo rzeczy, że ich nadmiarem często sobie coś rekompensujemy, a z czasem przestajemy mieć w ogóle poczucie po co to wszystko. Pogoń za przysłowiowa „metką” też nie była nigdy moją historią. Uwielbiam ponadczasowe ubrania dobrej, a w zasadzie bardzo dobrej jakości. Mogą one pochodzić od lokalnych marek, od projektantów, ale także wspaniale jeśli szukamy takich ubrań z drugiej ręki, w second-handach, vintage shopach. Nie widzę nic dziwnego w kupowaniu ubrań w zwykłych lumpleksach. Robię to od lat. Świat jest pełen rzeczy, które człowiek wyprodukował. I wśród tych rzeczy są perełki, które na pewno przypadną nam do gustu, ubrania czy dodatki, które będą nam służyły jeszcze przez wiele lat. W tym kontekście odpowiednia suknia ślubna także może stać się częścią takiego planu. Może być bardziej minimalistyczna, ale też przy tym nietuzinkowa. Może być też świetnym materiałem do stworzenia z niej potem stroju o innym zastosowaniu. Często z sukni tworzę komplety: zdobna bluzka lub koszula, które idealnie nadają się do klasycznych lub vintage jeanów, martensów i osobna jedwabna spódnica idealna do kowbojek i kaszmirowego swetra.

Tworzę także kilka mniejszych, oryginalnych linii Warsaw Poet takich jak #Onelove, czyli kolekcja sukien ślubnych w pojedynczych egzemplarzach, stworzona ze spadów, czyli z większych i mniejszych fragmentów tkanin, które zostają nam z regularnych realizacji. Dzięki temu nic się nie marnuje, a panna młoda ma suknię, której nie ma nikt inny. Ze skrawków stworzymy także sukieneczki i ozdoby do włosów dla dziewczynek #LittlePoems. Mam teraz taką refleksję, że obecny kryzys postawił tutaj kropkę nad „i” i dobitnie pokazał, że szukanie własnej drogi nie jest już tylko sposobem na spełnianie własnych marzeń, ale realnym, odpowiedzialnym działaniem.

Panna młoda Warsaw Poet

Ewelina, Panna Młoda Warsaw Poet, fot. Natalens Studio

Co mogłabyś poradzić zaniepokojonym pannom młodym, których śluby planowane są na ten rok, zarówno na najbliższy czas, jak i za kilka miesięcy?

Na pewno warto, by panie przed zamówieniem wymarzonej sukni, niezależnie od tego, czy w salonie, czy u projektanta, szczerze porozmawiały o swoich obawach i jeszcze przed finalną decyzją ustaliły wspólnie z wykonawcą drogi działania w momencie, gdyby sytuacja związana z pandemią zmuszałaby do przesunięcia daty ślubu. Wówczas nie będziemy zaskoczeni tym, że ktoś nie umie czy nie chce w takiej sytuacji poszukać indywidualnych rozwiązań. Dany wykonawca zna najlepiej swoje możliwości, ograniczenia, szereg działań, które będzie musiał wykonać, by zrealizować zlecenie.

Nikt z nas nie posiada na tyle wystarczającej wiedzy, by przewidzieć czy bezpieczniejszy na zorganizowanie ślubu będzie czerwiec czy lipiec, czy warto myśleć dopiero o roku następnym, czy odważyć się i zrobić ślub jesienny. Wszystkie pary, które znam, które brały ślub jesienią i zimą, nie chciałyby cofnąć czasu. W każdej sytuacji możemy znaleźć plusy, naprawdę, to jest w dużej mierze kwestia nastawienia. Bo co jest w tym dniu najważniejsze? Jeśli uczucie, magia, bliskość, to nawet brak ukochanej odmiany kwiatka na sali nie powinien nam tego rozproszyć. Jesienią również można stworzyć cudowne dekoracje, a dzięki wiedzy i propozycjom wybranego florysty czy dekoratora panna młoda może pokochać nowe odmiany kwiatów. Bo często to właśnie o te detale się dużo rozbija.

Wybiegnijmy jeszcze w przyszłość, oczywiście malowaną w optymistycznych barwach. Jakie plany przed Warsaw Poet i przed Tobą?

Zawsze miałam dużo planów i pomysłów. Jedne wpisuję na listę o tytule „realne”, inne na „realne, ale”, jeszcze inne na listę „marzenia”, ale nawet uzupełniając tę ostatnią, staram się nie wylewać sobie wiadra zimnej wody na głowę. Realnie oceniam możliwości, ale zostawiam uchylone drzwi na wypadek niespodziewanych lub trudnych do przewidzenia zdarzeń. Kiedyś częściej studziłam swoje zapały, ale trywialnie mówiąc, życie nauczyło mnie, że moje plany to jedno, że czasem trzeba odpuścić i nie ma w tym nic złego. Nie chcę brać udziału w wyścigach. Nie przestaję też marzyć, jednak z coraz większą uwagą i zafascynowaniem przyglądam się temu, co mi się przytrafia. Nauczyłam się nawet w niepowodzeniach odnajdować wartości, mam w tym względzie dużo pokory.

Działam w zgodzie z potrzebą serca, mam wspaniały zespół, który współtworzy ze mną Warsaw Poet – kobiety, które są niesamowitym wsparciem, podporą, kibickami tego, co wspólnie robimy. To jest wartość w biznesie nadrzędna i niemierzalna żadnymi wskaźnikami. W wymiarze kreatywnym chcę się rozwijać, nadal iść pod prąd, ponieważ daje mi to dużo frajdy i mocy. Na początku roku zakomunikowałam szerzej o naszej linii zero waste #Onelove (sukien ślubnych Warsaw Poet w pojedynczych egzemplarzach tworzonych ze spadów tkanin z naszych bieżących realizacji), nie sądziłam jednak, że ten nurt tak szybko okaże się tym, co będzie miało obecnie jeszcze większą rację bytu. Ze wspomnianych skrawków tworzę także akcesoria, dodatki do włosów i sukieneczki dla dziewczynek #LittlePoems. Na pewno wymiar tego projektu również się zwiększy. Ponieważ od początku zachęcam nasze klientki do ponownej wizyty i przeprojektowania sukni po ślubie, nadania im drugiego życia, to na pewno działanie to, które nazwałyśmy #Relove (dosłownie: ponownie zakochanie) będzie też mocnym punktem naszej działalności.

Jeśli chodzi natomiast o program, który prowadzę razem z dekoratorką Agnieszką Winnicką, „Ach, ten ślub!” w TVN Style, to 5 kwietnia na antenie stacji będzie miała miejsce premiera jego drugiej serii – odcinków, które realizowaliśmy w zeszłym (2019) roku. Pomagamy prawdziwym parom młodym ze wszystkimi bolączkami, z którym borykają się na trzy dni przed dniem ich ślubu. Każda para, historia jest zupełnie inna. Otwartość naszych par z ostatniej serii była dla mnie fantastycznym doświadczeniem. Nie chodzi o to, by każdy ślub wyglądał tak samo, by namawiać kogoś do rozwiązań czy estetyki, której nie czuje, nie utożsamia się z nią. Miałyśmy jednak ogromne szczęście polegające na zaufaniu ze stron naszych par i często miałyśmy możliwość pokazania czegoś świeżego, innego podejścia, alternatywnych rozwiązań. Przemycałyśmy też ukochane smaczki i to, w co wierzymy na co dzień tj. wartość pracy ludzkich rąk, docenienie lokalnego rzemiosła. W odcinkach mamy np. przyjęcie weselne, na którym dekoracja opierała się na ręcznie malowanych wazonach z Włocławka, ale też inne wyjątkowe scenografie, które są naszą niespodzianką dla par z programu i mam nadzieję, staną się być może inspiracją, z której każdy na swój sposób i w indywidualnym wymiarze może czerpać.

W programie mierzyłam się z czasem, by pannom młodym, które nie miały dodatków bądź sukni zaproponować nowe projekty, między innymi też w duchu tego, co proponuję na co dzień, i zdążyć je wraz z naszymi paniami krawcowymi wykonać będąc jednocześnie na planie. Program też nauczył mnie jeszcze większej otwartości i tego, że nie musi nam się podobać to samo, by powstała więź i wspaniała relacja. Że człowiek jest pod tymi wszystkimi warstwami, w które się ubiera. I tam trzeba go szukać.

A wracając do pytania o plany, chyba przytoczę jedno ważne dla mnie  zdanie: Nie jesteś tym, co ci się przytrafia. Jesteś reakcją na to.

Ewelina Dac
Napisane przez

Ewelina Dac

e.dac@wedding.pl

Redaktor naczelna Wedding.pl. Dziennikarka z wykształcenia i pasji. O modzie i urodzie pisze już 8 lat, a z branżą ślubną związana jest 3 lata. Zwolenniczka ślubów personalizowanych i minimalistycznych.